środa, 29 stycznia 2014

Rozdział 30

German nic nie mówił przez dłuższy moment. Był zaskoczony ale też wściekły. Angie bała się odezwać. Wolała aby mężczyzna pierwszy coś powiedział, chociaż bała się tego co mógłby powiedzieć. Niestety jej obawy okazały się jak najbardziej słuszne.
-Jesteś Angeles? Okłamałaś mnie!-krzyknął wściekły nie bacząc na to, że są na chodniku i spojrzeli na nich. 
-Miałam powód.
-Ciekaw jestem jaki. Moja córkę też okłamałaś.
-Chciałam móc się zbliżyć do Violetty. Z czasem nawet powiedzieć jej prawdę.
-A, prawdę. Nigdy nie mówisz nic innego, co?
-Przestań German. Chcę się zobaczyć z Violettą.
-Nie!-znów podniósł głos-Już nigdy się z nią nie zobaczysz!
-Dlaczego?
-Okłamałaś nas.
-Czy jak powiedziałabym wcześniej kim jestem to coś by zmieniło?
-Nie, nic by nie zmieniło.-odparł szczerze-Do widzenia.
-German!-krzyknęła jeszcze ale ten nawet się nie odwrócił.
Zła i bliska płaczu prędkim krokiem wróciła do domu. Musiała szybko coś wymyśleć aby odzyskać siostrzenicę. Nie wiedziała, że los szykuje dla niej niezwykłą niespodziankę. Usiadła przy stole, chwyciła kartkę oraz długopis i zaczęła coś pisać.


* Dom Castillo *
 

German szybko wszedł do domu, a zaraz za nim Ramallo. Był zdziwiony zachowaniem pana domu, ponieważ ten nic mu nie powiedział co się wydarzyło. Kazał mu jedynie kupić bilety na najbliższy samolot. Córka pana Castillo właśnie zeszła na dół po schodach.
-Violetta idź a górę pakować walizki.
-Pakować się? Dlaczego?
-Jutro wyjeżdżamy.
-Wyprowadzamy się?-nie wierzyła właśnym uszom-Znowu? Dokąd?
-Niewazne. Idź już.
-Jak to nie ważne?-zbuntowała się-Powinnam wiedzieć.
-Violetta! Nie dyskutuj ze mną!
-Ty ciągle tylko uciekasz!-krzyknęła i pobiegła do swojego pokoju.
Ramallo chciał coś powiedzieć ale German dał mu do zrozumienia żeby nic nie mówił. Sam poszedł się pakować. Tymczasem Violetta rzuciła się z płaczem na łóżko. Nie miała zamieru nigdzie wyjeżdżać. Chyba, że do Buenos Aires ale widziała, że ojciec wybrał inne miejsce.

*
 Szkoła Tomasa *

Angie niemal z rozpędem wpadła do budynku szkolnego czym oczywiście przykuła uwagę uczniów.  Widząc to zwolniła nieco kroku. Musiała jak najprędzej odnaleźć swojego byłego ucznia. Choć to dziwne ale według niej tylko on mógł pomóc spełnić jej plan. Dostrzegła go na w końcu na zakręcie korytarza. 
-Tomas. Chcę żebyś to dał Violettcie.-podała mu kopertę.
-Co to jest?
-List, który do niej napisałam.
-Dlaczego ty nie możesz go dać?
-Tak będzie lepiej.-dodała i poszła.
Tomas jeszcze patrzył za nauczycielką. Chciał coś powiedzieć ale nie zdążył. To wszystko wydawało mu się dziwne. Pewnie byłoby jeszcze bardziej gdyby nie znał choć odrobinę Violetty. Zadzwonił do niej i poprosił o szybkie spotkanie. Musiał jednak poczekać ponad godzinę. Ale się opłacało.
-Tomas o co chodzi?-zapytała gdy przyszła-Masz szczęście, że udało mi się na chwilę wymknąć z domu.
-Miałem ci to przekazać.-dał jej list.
-Angie.-przeczytała-Ona tu jest?
-Tak. Widziałem ją dwa razy. Była tak samo zaskoczona jak ty, że tu jesteś. 
-Dzięki.-pocałowała go w policzek i pobiegła z powrotem do domu.

 

* Dom Castillo *

Za oknem było już ciemno. Violetta weszła do swojego pokoju i usiadła na swoim łóżku. W rękach przewracała kopertę. Długo zastanawiała się czy aby na pewno chce ją otworzyć i przeczytać list. W końcu jednak się przełamała. Oto co pisało w liście.

Kochana Violetto!
Wiem, że pewnie nie zechcesz mnie więcej widzieć po tym co zrobiłam. Ale proszę cię tylko o jedno. Przeczytaj ten list do końca. Może zacznę od początku, od samego początku.
Dawno temu... Nie! To brzmi jak bajka! Kiedy się urodziłaś twoi rodzice nie posiadali się ze szczęścia. Zawsze byłaś dla nich najważniejsza. Bez względu na wszystko pragnęli twojego szczęścia. Wszytsko w życiu całej rodziny zmieniło się po wypadku twojej mamy. Twój ojciec zabrał cię i wyjechał zrywając ze mną i twoją babcią wszelkie kontakty. Za wszelką cenę robił wszystko abyśmy nie mogły cię znaleźć. Ale w końcu mi się to udało. W końcu cie spotkałam lecz kłamstwo, którego się dop€ściłam musiało mnie wiele kosztować. Byłaś kiedyś taka malutka, a teraz wyrosłaś na wspaniałą dziewcvzynę. Powiem ci coś: Idź za marzeniami mimo iż twój ojciec tego nie chce. Nie pozwól aby to zniszczyło twoje relacje z nim. Ś piewaj i nie martw się o to co powie tata. Kiedyś będzie z ciebie dumny. Zobaczysz. Jest jeszcze tyle rzeczy, które chciałabym ci przekazać ale niestety nie da się tego napisać na papierze. Nawet jeśli to byłby to tak gruby plik kartek jak pamiętnik twojej matki. Powiem ci jeszcze coś co powiedziała mi kiedyś Mair, twoja mama. Walcz o sowje marzenia i rób zawsze to co kochasz. Dokonaj tego nie tylko dla siebie ale też dla innych, którzy zawsze w ciebie wierzą.


Kocham cię Violu i myślami zawsze będę przy tobie.

Twoja ciocia, Angeles.


* Lotnisko *

German z córką oraz Ramallo i Olgą przyjechali na lotnisko. Przeszli przez odprawę. Wkrótce bagaże były już w samolocie. Oni również siedzieli na swoich miejscach. Samolot odleciał.
-Libre soy!-szepnęła Violetta.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nie wiem ile będę musiała was przepraszać za tak długie czekanie i jak wam to wynagrodzić. Ale już się usprawiedliwiam. Wcześniej była szkoła i full sprawdzianów. Niestety jako klasa maturalna zaczynam drugi semestr szybciej. Potem zaczęły się ferie i musiałam siedzieć z siostrą na rehabilitacji. Nie miałam naładowane tableta więc nie mogłam go zabrać aby pisać. Potem jeszcze się trochę przeziębiłam i tak się zeszło do dzisiaj. Ale zdradzę, że w kolejnych rozdziałach będzie się działo. Pozdrawiam i życzę miłej zimy.
 
 

sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 29

Następny dzień.
* Szkoła Tomasa *

-Daleko jeszcze?-pytała Violetta gdy szli już trochę czasu.
-Już prawie jesteśmy. Jeszcze tylko kawałek.
-Całe szczęście ,że mojego taty nie ma w domu,bo już dawno musiałabym wracać.
-Tak? A ja myślałem, że w ogóle nie mogłabyś tu nawet przyjść. Już jesteśmy na miejscu.
-Chodzisz tutaj do szkoły?
-Tak? Dodatkowo też pracuję.
-To jest ta niespodzianka?
-Niezupełnie.-pociągnął ją za rękę i wbiegli do środka-Chodź.
Ta szkoła wyglądała inaczej niż Studio21 ale dziewczyna uznała, że jest równie pięknie. Poprowadził ją do pewnej sali w której były instrumenty. Nietrudno było zganąć, że jest to sala muzyki.
-Chcę abyś zaśpiewała razem ze mną piosenkę, którą śpiewałem ci w parku.
Podeszli do fortepianu i śpiewali razem przygrywając.

Por tu amor yo renaci eres todo para mi
Hace frio y no te tengo y el cielo se ah vuelto gris
Puedo pasar mil años, soñando que vienes a mi
Por que esta vida no es vida sin ti
Te esperare por que al vivir tu me enseñaste
Te seguire por que mi mundo quiero darte
Hasta que vuelvas te esperare
Y hare lo que sea por volverte a ver
Quiero entrar an tu silencio y el tiempo detener
Navegar entre tus besos y juntos a ti crecer
Puedo pasar mil años soñando que vienes a mi
Por que esta vida no es vida sin ti
Te esperare por que al vivir tu me enseñaste
Te seguire por que mi mundo quiero darte
Hasta que vuelvas te esperare
Y hare lo que sea por volverte a ver
Te esperare aunque la espera sea un invierno
Te seguire aunque el camino sea eterno
Mi corazon no te puede olvidar
Y hare lo que sea por volverte a amar
Y hare lo que sea por volverte a amar

-Na innym instrumencie trochę inaczej brzmi, prawda?
-Tak jak każda piosenka.
-Cieszę się, że znów możemy się widywać.
-Tak.-przyznała-Niestety tylko do czasu jak mój tata wróci.
-Dobre i to.
-Chyba muszę wracać.-spojrzała na zegar-Odprowadzisz mnie?
-Oczywiście.

Parę dni później.
* Dom Castillo *
 

Olga gotowała jak zazwyczaj coś w kuchni. Gdy zadzwonił dzwonek drzwi oczywiście jak zwykle poszła otworzyć. W drzwiach stał nastoletni brunet.
-Dzień dobry. Jest Violetta?
-Tak. Zaraz ją zawołam. Violetta! Ktoś do ciebie!
Dziewczyna natychmiast wybiegła z pokoju i uśmiechnęła się widząc przyjaciela.
-Cześć Tomas. Super, że przyszedłeś.
Udali się do jej pokoju gdzie trochę porozmawiali, a potem poszli do salonu gdzie usiedli przy fortepianie. Nagle do domu wszedł przyjaciel pana Germana. Oboje szybko wstali.
-Ramallo. Tata już wrócił?
-Tak. Twojemu tacie trochę się spieszyło. A to kto?
-To mój kolega, Tomas. Znamy się z Buenos Aires.
-To nie lepiej już idzie, bo zaraz będzie tu twój ojciec Violetto.
-Tak. Chodź Tomas. Wyjdziesz tylnymi drzwiami.
Po chwili wróciła i szczęśliwa przywitała się z ojcem udając, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
-Co tam córeczko? Jak się bawiłaś gdy mnie nie było?
-Dobrze. Ale tęskniłam za tobą.
-Zaraz podam obiad!-zawołała Olga.
-Później opowiesz mi co robiłaś, dobrze?-zwrócił się do córki.

Kolejny dzień.
* Szkoła Tomasa *

Angie odkąd przybyła do Hiszpanii szukała szkoły w której mogłaby nadal spełniać się w roli nauczycielki. Wreszcie taką znalazła. Przekroczyła próg budynku i zaczęła się rozglądać po jego wnętrzu. Nagle usłyszała za sobą czyjś, trochę znany już głos.

-Angie?-chłopak podszedł do swojej dawnej nauczycielki.
-Tomas.-uśmiechnęła się-Miło cię widzieć. Uczysz się tu?
-Tak. Co cię tutaj sprowadza?
-Nie wiesz może czy przypadkiem nie jest tu potrzebna nauczycielka śpiewu?
-Dlaczego pytasz?
-Wyjechałam z Buenos Aires i od teraz będę mieszkać w Madrycie.
-Dlatego, że chcesz być blisko Violetty?
-Violetty?-zdziwiła się.
-Tak. Violetta jest z ojcem w Madrycie. Spotkałem ją niedawno. Powiedziała, że jesteś jej ciotką.
-Coś jeszcze ci mówiła?
-Tak. Mówiła, że chciałaby cię zobaczyć.
-Ja też bym chciała ale...
-Ale pan German?
-Tak. Chodzi o to, że matka Violetty zginęła wiele lat temu w wypadku i German obwinia o to moją rodzinę. Przepraszam. Nie powinnam ci tego mówić.-szybko odeszła czując jak w oczach zbierają jej się łzy.

Popołudnie.
Trochę później Angie spotkała się z matką. Miała jej tyle do powiedzenia. W końcu tak dawno się nie widziały. Chociaż od przyjazdu minęło już sporo czasu zobaczyły się dopiero teraz gdyż nauczycielka musiała wpierw trochę ochłonąć po bieżących wydarzeniach. Opowiedziała co robiła w Argentynie i o tym, ze widziała Violettę ale dziewczyna nie ma pojęcia, iż jest jej ciotką.
-Powinnaś wykorzystać to, że german jest z Violetta są w Madrycie i powiedzieć im prawdę.
-Co ty mówisz mamo? Mam mu powiedzieć i grzecznie patrzeć jak German zabiera ją znowu na koniec świata?
-Jeśli tego nie zrobisz to całe twoje życie a także życie Violetty będzie wyglądać tak jak teraz. 
-Wiem, ale...
-Angeles. Chcę abyś była szczęśliwa córeczko.
Na ich nieszczęście akurat obok przechodził German i spostrzegł kobiety. Wszedł do środka.

-Angelica. Co ty robisz w Madrycie?
-Mieszkam German. 
-Myślałem, że przeprowadziłaś się w inny rejon Hiszpanii.
-Co teraz zrobisz? Wywieziesz Violettę, bo będziesz się bał, że dowie się o mnie?
-Właśnie tak zrobię!-rzucił stanowczo.
-German!-Angie pobiegła za nim-German!
-Słucham.-przystanął.
-Nie można się tak zachowywać.
-Tak? Wie pani co? Nie toć, że ma pani zły wpływ na Violettę to jeszcze za nią pani jedzie chcąc zapewne powiedzieć jej o tym, że ma babcię.
-Nie. Nie miałam pojęcia, że tu jesteście.
-To o co pani chodzi?
-Nie jestem osobą za którą pan mnie ma. Angie to tylko skrót a nie imię. Jestem nauczycielką śpiewu ale też kimś więcej, kimś więcej dla Violetty.
-Co chce mi pani powiedzieć?
-Jestem Angeles, siostra Marii i ciotka Violetty.
Cisza.

wtorek, 24 grudnia 2013

Wesołych Świąt


 
Dziś Świąteczny czas
Dzwony biją w las
Mały karpik się uśmiecha
Wnet na pierwszą gwiazdę czeka
Uszka dziś się przysłuchują
Jak kolędę podśpiewują
Barszczyk pięknie jest czerwony
Zaś jak zwykle zawstydzony
Zdrowych Ciepłych i Pogodnych
Życzę wszystkim Świąt Radosnych

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Rozdział 28

-Tomas?-była tak samo bardzo zaskoczona jak on.
-Co robisz w Hiszpanii?
-Długa historia.-odparła bez specjalnego entuzjazmu.
-Mam czas.
Violetta westchnęła. Chciała się komuś wygadać więc usiedli na jednej z pobliskich ławek.
-Jak wiesz tata nigdy nie pozwalał mi śpiewać.-zaczęła-Niestety dowiedział się, że chodziłam do Studia i dlatego się przeprowadziliśmy.
-Ale przecież tutaj możesz zrobić to samo co w Buenos Aires.
-Nie-zaprzeczyła-Ojciec nie pozwoli mi już chodzić do normalnej szkoły. Teraz mam guwernantkę.
Chłopak nie wiedział co ma powiedzieć. Jeszcze dłuższą chwilę rozmawiali ze sobą. Opowiedziała mu wszystko co się wydarzyło w Studio od momentu jego wyjazdu do chwili gdy ona wyjechała. Powiedziała mu również to, że Angie jest jej ciotką ale poprosiła aby nikomu o tym nie mówił. Wspomniała też jak bardzo chciałaby ją zobaczyć. Rozmawiając nawet nie dostrzegli jak szybko płynie czas. W pewnym momencie zadzwonił telefon nastolatki. Odebrała.
-Violetta, gdzie jesteś?-zapytał zniecierpliwiony.
-W parku. Blisko domu.
-Masz natychmiast wracać do domu.-rozkazał.
Rozłączyła się z pochmurną miną.
-To twój tata dzwonił?
-Tak. Muszę wracać.
-Odprowadzę cię.-zaproponował.
-Nie Tomas. Lepiej nie.
-Ale zobaczymy się jeszcze? Chciałbym cię gdzieś zabrać.
-Tylko daj mi swój numer. Tata mi wszystkie usunął, przez co mam kontakt tylko z Fran.
Podał jej swój numer, a następnie ona poszła. 

 
* Dom Castillo *

-Miałaś nie chodzić tak długo.-nie ukrywał swojej złości kiedy wróciła.
-Nie było mnie zaledwie godzinę.-starała się usprawiedliwić.
-Miałaś wyjść tylko na chwilę. Teraz marsz do pokoju. Już nigdy więcej nigdzie nie wyjdziesz.
Poszła sobie trzaskając drzwiami od pokoju. Była zła na ojca.
-Według mnie jesteś dla niej niesprawiedliwy.-stwierdził Ramallo, który słyszał wszystko.
-Ramallo. Mogę mieć do ciebie prośbę?
-Tak. Co to za prośba?
-Nie wtrącaj się. 

Dwa tygodnie później.
Violetta miała właśnie lekcje z guwernantką. Do Germana zadzwonił telefon. W ostatnich dniach był ciągle zajęty ale mimo to dziewczyna nie miała szans na wymknięcie się z domu. Usiadł w gabinecie. Na drugim krześle usiadł Ramallo.
-Nie wiem co mam robić.-zwierzył się pan domu przyjacielowi.
-A co takiego się stało?
-Z pewnej firmy chcą abym mógł przyjrzeć się lepiej interesom z nimi ale to się wiąże z kilkudniowym wyjazdem.
-A ty znając życie nie wiesz czy jechać?
-Nie mogę zostawić Violetty.
-Przecież nie będzie sama.
-Muszę się nad tym zastanowić.
W końcu jednak podjął decyzję i przy kolacji oznajmił córce, że za pewien czas wyjedzie na 5 dni.

Początek listopada.
 
* Park *

Violetta spotkała się z Tomasem. Wcześniej już zadzwoniła do niego i opowiedziała o wyjeździe ojca. Z przekonaniem Ramallo na możliwość wyjścia z domu nie było problemu. Zobaczyli się w tym samym miejscu w którym się zobaczyli po raz pierwszy.
-Cieszę się, że przyszłaś.
-Wiesz, że gdyby mój tata byłby w domu to nie byłoby możliwe.
-Wiem.-odparł poważnie.
-Po co ci ta gitara?-zapytała widząc, że ją ze sobą zabrał.
-Napisałem piosenkę. Chcę abyś ją posłuchała.
Dziewczyna uśmiechnęła się. Usiedli na ławce i chłopak zaczął śpiewać przy akompaniamencie gitary.


 

Por tu amor yo renaci eres todo para mi
Hace frio y no te tengo y el cielo se ah vuelto gris
Puedo pasar mil años, soñando que vienes a mi
Por que esta vida no es vida sin ti

Te esperare por que al vivir tu me enseñaste
Te seguire por que mi mundo quiero darte
Hasta que vuelvas te esperare
Y hare lo que sea por volverte a ver

Quiero entrar an tu silencio y el tiempo detener
Navegar entre tus besos y juntos a ti crecer
Puedo pasar mil años soñando que vienes a mi
Por que esta vida no es vida sin ti

Te esperare por que al vivir tu me enseñaste
Te seguire por que mi mundo quiero darte
Hasta que vuelvas te esperare
Y hare lo que sea por volverte a ver

Te esperare aunque la espera sea un invierno
Te seguire aunque el camino sea eterno
Mi corazon no te puede olvidar
Y hare lo que sea por volverte a amar
Y hare lo que sea por volverte a amar

-Jest przepiękna.-skomentowała.
-Cieszę się, że ci się podoba.
-Tylko mam jedną uwagę.-dodała.
-Tak? Jaka?
-Zimy jeszcze nie ma.
Tomas roześmiał się cicho. Poniekąd miała rację. Ale nie musiał nic wyjaśniać. Oboje wiedzieli, że nie o to chodziło w tej piosence.
-Jutro też się zobaczymy?-zapytał z nadzieją, że przytaknie.
-Tak. Myślę, że przyjdę.
-To dobrze, bo będę miał dla ciebie niespodziankę.
-Jaką niespodziankę?-chciała wiedzieć.
-Zabiorę cię gdzieś ale jak powiem co to za miejsce to już nie będzie to niespodzianka.

-----------------------------------------------------------------------------------------------
Naprawdę bardzo was przepraszam za to, że rozdział nie pojawił się w weekend ale niestety w piątek i sobotę nie było u mnie prądu, a niedzielę musiałam przeznaczyć na odrabianie lekcji i naukę. W następny weekend też nie wiem czy dam radę coś dodać, bo nie będę miała kiedy. Ale postaram się. Trzymajcie się ciepło.

niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział 27

* W samolocie. *

Angie zapięła pasy. Samolot wystartował i krótko potem była już wysoko. Gdy spojrzała przez okno wszystko wydawało się takie maleńkie jak zabawki, którymi bawiła się będąc małą dziewczynką. W przeciwieństwie do Marii nie bała się latać samolotem. Pamiętała jak Maria zawsze zakładała na uszy słuchawki i słuchała muzyki, byle tylko nie myśleć o tym, że leci. Angeles przymknęła oczy i uśmiechnęła się. Chciała wrócić do dawnych czasów ale kiedy otworzyła oczy wracała szara rzeczywistość. Była wolna. Ale czy tego aby na pewno chciała? Z dala od rodziny, przyjaciół, wszystkiego. Każda rzecz która jej się dotąd przytrafiła była niczym. Wszystko zniknęło. Ci którzy są nadal: mama, German, Violetta, Olga, Ramallo, Pablo, Antonio i ci których już nie ma: ojciec, Maria. Chciała uciec tam gdzie być może spotka ją szczęście. Ale nie miała pojęcia, że przecież przed losem nie da się uciec.

 
* Buenos Aires, Studio21*

Pablo szedł korytarzem. Musiał przejąć lekcje Angie dopóki nie znajdzie zastępstwa. Chociaż nie był pewien czy mu się to uda do końca tego roku szkolnego. Miał szczęścia, że część godzin przejmie Letica. Podzielił więc godziny przyjaciółki między siebie a nią. W klasie panowała kłótliwa atmosfera.
-Zajmijcie miejsca.-zarządził.
-Angie nie ma?-zapytała Fran.
-Nie i nie będzie.-odparł.
-Jak długo jej nie będzie?-zadał kolejne pytanie Leon.
-Angie już będzie tu pracować. Tylko proszę, nie pytajcie o nic. Lepiej zajmijmy się zajęciami.
Nikt już nie podjął tego tematu. Tylko smutno im było, że nie będzie Angie. Bardzo lubili nauczycielkę śpiewu. Może wszyscy z wyjątkiem Ludmiły. Ta dziewczyna lubiła tylko Gregorio.

 
* Madryt, Dom Castillo *

Violetta siedziała ze swoją guwernantką przy stole w salonie. Według dziewczyny nauczycielka była jeszcze w miarę znośna więc nic nie robiła aby się jej pozbyć. Przecież to nawet nie miałoby sensu. Jej ojciec i tak pewnie jedyne co by zrobił to zatrudniłby nową.
-Na dzisiaj koniec Violetto.-powiedziała gdy już skończyły.
Nastolatka wstała i popędziła do swojego pokoju z wyraźnym zadowoleniem. Kobieta również podniosła się ze swojego krzesła. Przed wyjściem zatrzymał ją jeszcze German.
-Jak moja córka? Dobrze jej idzie nauka?
-Mogę jedynie powiedzieć, że przeciętnie. Nawet się nie garnie do tego aby coś umieć. Ciągle chyba myśli o czymś innym.
-To pewnie przez to, że ostatnio znów się przeprowadziliśmy.-usprawiedliwiał córkę.
-Powinien pan porozmawiać z córką.-rzuciła na odchodnym.

Wieczór.
Córka inżyniera usiadła na łóżku i zaczęła pisać w pamiętniku.

10 październik 2013r.
Znów jestem uwięziona w klatce. od ponad dwóch miesięcy siedzimy w Hiszpanii. Tata mówi, że pewnie wkrótce znów się przeprowadzimy. Czy on nie ma nic innego do roboty jak tylko zmieniać ciągle miejsce pobytu? Nie wolno mi śpiewać, grać na pianinie, tańczyć, słuchać muzyki, kontaktować się z przyjaciółmi. Na nic się nie zgadza. W dodatku mam guwernantkę, bo tata powiedział, że moja edukacja i przyszłość jest dla niego najważniejsza. Jaka przyszłość? Przez niego nigdy nie będę szczęśliwa. Kiedy tylko skończę osiemnaście lat to ucieknę od niego. Daleko.

Usłyszała delikatne pukanie do drzwi. Do pokoju zajrzała Olga.
-Hej skarbie. Zrobiłam ci tort czekoladowy.
-Dzięki Olga.
-Oj. A co to za mina? Od przyjazdu tutaj ani razu się nie uśmiechnęłaś.
-Nie mam powodu do uśmiechu.
-Nie. A ten pyszny tort?
-Wygląda apetycznie.-uśmiechnęła się sztucznie.
-To twój ulubiony.-uśmiechnęła się z satysfakcją kucharka i wyszła.
Violetta sięgnęła po talerzyk. Nic jednak nie było w stanie osłodzić jej przygnębienia. Pomyślała o Angie. Czy aby jej ciotka na pewno zasługiwała na to, by własna siostrzenica ją nienawidziła. Teraz niestety nic nie mogła z tym zrobić.


* Buenos Aires, Studio21 *

Uczniowie ćwiczyli w auli układ do końcoworocznego występu. Jednak nie wszystko szło tak jak powinno.
-Dobrze. Świetnie wam idzie.-chwalił ich dyrektor.
-ja sądzę, ze powinniśmy mieć jakąś główną rolę i to ja powinnam ja objąć.
-Ludmiła. Proszę cię abyś dołączyła do reszty.-upomniał ją.
-Ale ja to mówię dla waszego dobra.
-A ja dla twojego.
Blondynka niechętnie wykonała polecenie.
-Dobrze. Zaczynamy wszystko od początku.
Tym razem już widać było niewielkie postępy oraz nadzieję, że wszystko wyjdzie idealnie.

Pare dni później.
 
* Madryt, Dom Castillo *

W domu panowała atmosfera taka jak od wielu dni. Violetta przy obiedzie nie odzywała się do ojca chociaż dzisiaj wyjątkowo postanowiła to zrobić.
-Tato?-zaczęła niepewnie-Będę mogła dzisiaj iść się przejść?
-Nie.-zaprotestował-Nic z tego. Gdzie ty w ogóle chcesz iść?
-Tylko w pobliżu sobie pochodzić. Zapamiętam drogę powrotną. Będę pod telefonem i obiecuję, że nie wejdę do żadnej szkoły muzycznej. Nawet nie wiem gdzie tu są takie szkoły.
-Myślę, że powinieneś jej pozwolić German.-stanął po jej stronie Ramallo-Nie może ciągle siedzieć w domu. Potrzebuje trochę świeżego powietrza i spacerów.
-Hmm.-pomyślał chwilę-Dobrze. Zgadzam się. Ale masz odebrać telefon jak tylko będę dzwonił. I zadzwoń gdybyś się przypadkiem zgubiła.
-Dziękuję tato.-ucałowała go w policzek i uradowana pobiegła po swoją torebkę.


* Park *

Violetta wędrowała ścieżkami parku znajdującego się nieopodal domu. Czuła się jak pies, któremu odczepiono smycz i pozwolono biegać gdzie chce. Wokół niej pełno różnych odgłosów, a nad głową błękit nieba i ciepło słońca. Myślała, że nic lepszego nie może ja dzisiaj spotkać. A jednak.
-Violetta?-usłyszała za swoimi plecami czyjś znajomy głos.

---------------------------------------------------------------------------------------------
Hej. Zaciekawił was rozdział? Mam nadzieję, że tym razem długość rozdziału jest zadowalająca. Proszę was abyście pisali w komentarzach swoje domysły kto spotkał Violettę w parku.

sobota, 16 listopada 2013

Rozdział 26

-Odchodzę z pracy. Wyjeżdżam. Wyjeżdżam na zawsze.
-Mówisz poważnie?
-Jak najbardziej Pablo.
-Chwila. czy ty czasem nie rezygnujesz z powodu Violetty?
-Jak z powodu Violetty? Jak? Przecież nawet nie mam pojęcia gdzie German ją wywiózł.
-Chciałbym abyś to przemyślała jeszcze raz.
-Nie.-zaprotestowała-Już dosyć nad tym myślałam. 
W tym momencie do pokoju wszedł Antonio.
-Pablo. Chciałbym z tobą pomówić parę rzeczy.
-Dobrze. Chociaż... Chyba Angie powinna najpierw coś ci powiedzieć.
-Tak? O co chodzi Angie?-zapytał.
-Rezygnuję z pracy w Studio i wyjeżdżam za granicę.
-Dlaczego?-nie mógł uwierzyć-Coś się tutaj wydarzyło, że podjęłaś taką decyzję?
-Ja...-urwała-Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie.-zakończyła i wyszła.
-Co się stało Angie?-skierował pytanie w stronę dyrektora.
-Ona chyba chce odzyskać siostrzenicę ale nie ma zamiaru się do tego przyznać.
-Jaką siostrzenicę?
-Violettę. Córkę Germana Castillo.
-Nie miałem pojęcia, że Angie jest siostrą Marii.

 
* Dom Fran *

Po zajęciach Camila i Francesca udały się do domu brunetki. Postanowiły obgadać kilka spraw. Tych szkolnych jak i tych koleżeńskich. 
-Stresujesz się występem?-zapytała Włoszka.
-Próbami nie ale tym generalnym, przed publicznością już tak. Po raz pierwszy zagramy przed tyloma osobami.
-Szkoda, że Viola nie może być tutaj z nami i zaśpiewać na koniec roku.
-Tak. Strasznie za nią tęsknię.
-Ja też. Biedaczka. Pewnie ojciec nie pozwala jej nawet wychodzić z domu.
-Myślisz, że jest aż tak źle?-zrobiła jakby wystraszoną minę.
-Nie wiem czy źle ale podobno zanim przyszła do Studia to musiała siedzieć ciągle w domu.
-Ja tego nie rozumiem. Co może komuś dorosłemu przeszkadzać w muzyce?
-A może coś skomponujemy?-zmieniła temat.
-Dobry pomysł.-stwierdziła, że nie ma sensu pytać Fran dlaczego tak nagle zboczyła z poprzedniej rozmowy.

 
Trzy dni później.
* Studio21 *

Leon siedział sam na murku przed Studiem. Zamyślonym wzrokiem patrzył przed siebie. Nad czymś się zastanawiał. był jedną z osób, których rodzice byli bogaci. Mimo, iż z Ludmiłą łączyło go właśnie bogactwo i niedostępność to jakoś zbrzydło mu kumplowanie się z nią. "O wilku mowa." Blondynka przysiadła się tuż obok niego.
-Czego ode mnie chcesz?-zapytał.
-Zobaczyłam, że jesteś coś nie swój i chciałam cie pocieszyć.
-Pocieszyć? Daruj sobie Ludmiła.
-Powiesz mi co cię gryzie?
-Nic mnie nie gryzie.
-Jak to nie? Przecież widzę.
-Już nie wolno człowiekowi zwyczajnie sobie usiąść i pomyśleć?
-Tego nie powiedziałam.-wzbraniała się.
-Myślę o przedstawieniu na koniec roku.
-Tak się składa, że ja też.-odparła z aprobatą-Na pewno dostanę główną rolę.
-A co jeśli nie dostaniesz?
-Nawet tak nie mów.-odeszła udając obrażoną. 

 
* Dom Angeles *

Angie wyniosła na zewnątrz wszystkie spakowane już walizki. Po chwili podjechała już taksówka. Kierowca. zapakował jej walizki do bagażnika. Odwróciwszy się jeszcze do tyłu ujrzała idącego w jej stronę Pablo.
-Bałem się, że już cię nie zastanę.
-Zadzwoniłabym ale pomyślała, że pewnie masz dużo pracy w Studio.
-Nikt nie straci na moim chwilowym wyjściu.
Nastała chwila milczenia. Patrzyli na siebie, a mężczyzna zauważył lekko zaszklone już oczy przyjaciółki. Dosłownie jakby miała się za moment rozpłakać.
-Będę za tobą tęsknić Pablo.-wyszeptała.
-Ja za tobą też. Nawet nie wiesz jak bardzo. Wszystkim w Studio będzie ciebie brakować. Powiedziałbym po raz kolejny, ze nie masz wyjeżdżać ale wiem, iż i tak zrobisz tak jak zechcesz. Pragnę tylko abyś zawsze o mnie pamiętała.
-Jak mogłabym o tobie zapomnieć.-próbowała się roześmiać-Będziesz do mnie dzwonić?
-Codziennie. A jeśli jakiegoś dnia nie zadzwonię to będzie znaczyć, że miałem naprawdę ważny powód.
-A odwiedzisz mnie kiedyś?
-Tak. I to może nawet w wakacje.-wyjął z torby jakieś zdjęcie i podał je jej-To dla ciebie.
-Dziękuję. Jesteś wspaniałym przyjacielem.-przytuliła go.
W końcu nastał koniec pożegnania. Angie wsiadła do taksówki. Pablo zaczekał jeszcze, aż taksówka zniknie mu z pola widzenia i wrócił do Studia. Angeles siedziała w taksówce trzymając w rękach otrzymane od ukochanego zdjęcie i tak dojechała na lotnisko.

sobota, 9 listopada 2013

Rozdział 25

Jest piękny wiosenny dzień. Choć właściwie słowo wiosenny jest tu niepotrzebne. W końcu w Argentynie przez cały rok jest ciepło. Maria przyjechała wraz ze swoim mężem i córeczką do swoich rodziców. Mała, pięcioletnia Violetta biega w bosych nóżkach na trawie. Matka woła aby założyła sandałki ale ta jak zwykle nie słucha. Nazwana przez dziadka małym urwisem siada przy psie rasy owczarka szkockiego. Wygląda tak słodko, że Maria chwyta w ręce aparat i robi zdjęcie. Dziewczynka podbiega do rodziców.
- Mamusiu, tatusiu kupicie mi pieska? - pyta swoim uroczym głosikiem.
- Nie wystarczy ci, że możesz się bawić z pieskiem u babci? - German bierze ją na ręce.
- Nie. - odpowiada niezwykle stanowczo jak na swój wiek - Chcę też mieć takiego pieska. Będę się nim opiekować i nazwę go Lassie.
- Ależ skarbie. Teraz chcesz mieć pieska, a za jakiś czas będziesz chciała mieć inne zwierzątko. Miesiąc temu chciałaś mieć królika. Pamiętasz? - przypomina jej Maria.
- Więc jak nie mogę pieska to chcę prawdziwy mikrofon.
- Pomyślimy o tym. - mówi szybko Maria karcąc wzrokiem porywającego się do protestów męża.
- Chodźcie już, bo wszystko stygnie! - woła Angeles.
German idzie do stołu, a Maria zabiera małą aby założyć jej buty. Następnie też przychodzi.



Dwa miesiące później.

* Ulice Argentyny *

Angie szła sobie chodnikiem. W głowie miała pełno wspomnień. Z jednej strony żałowała, że nie została guwernantką Violetty, a z drugiej strony nie żałowała. Może gdyby się zgodziła to wszystko wyglądałoby inaczej. A może jednak nie? Może byłoby by jeszcze gorzej? Wtedy bardziej by ryzykowała, że German jeszcze prędzej się o wszystkim dowie. Będzie wiedział kim ona jest. Wciąż odwiecznie zadawała sobie pytanie jak on mógł jej nie rozpoznać. Teraz zdała sobie sprawę jak bardzo brakuje jej bliskości, miłości i ciepła krewnych. Osób, które znają ja od zawsze i wiedzą jaka ona jest. Chciała znów ujrzeć Marię. Móc się do niej przytulić i jej wyżalić. Tylko jej siostra tak naprawdę zawsze ją rozumiała i stawała w jej obronie. Na wszystko miała jakąś radę, wspierała ją, była wyjątkowa. Choć była sławną piosenkarką to swoja skromnością potrafiła zjednywać sobie ludzi. Angeles też to umiała chociaż zawsze kryła się w cieniu siostry. Zwana przez matkę kiedyś małą szaloną, upartą siostrzyczką słynnej piosenkarki teraz już nie była. Pozostała w niej tylko samotność i muzyka oraz Pablo, a także mieszkająca daleko matka.

 
* Resto Bar *


Do Francesci zadzwonił jej brat Luca. Miał jej coś do powiedzenia. Kilka dni wcześniej dziewczyna dała mu pewną propozycję aby lepiej rozwinąć restaurację. Początkowo nie chciał na nią przystać ale po usilnych błaganiach siostry zgodził się to przemyśleć. 

- Luca. Chciałeś się ze mną widzieć. - podeszła do brata razem z Camilą.
- Tak. Podjąłem pewną decyzję. Jest ona związana z tym o czym rozmawialiśmy ale nie tylko.
- Przepraszam ale nie jestem w temacie. - wtrąciła Cami.
- Poczekaj. - uspokoił ją - Od dziś nie będzie to Resto Bar tylko Resto Band.
Dziewczyny, aż pisnęły zadowolone.
- Jednak to nie wszystko. Uczniowie Studia będą mogli przychodzić tutaj śpiewać dla publiczności.
- Jesteś wspaniałym bratem Luca. - szczęśliwa dziewczyna przytuliła się do brata.
Dziewczyny pożegnały się z chłopakiem i wyszły.
- Muszę powiedzieć o wszystkim Violetcie. - zadecydowała Fran.
- Masz z nią kontakt? - zdziwiła się szatynka.
-Tak. Ale tylko smsowy. Raz do niej zadzwoniłam i odebrała ale mogła rozmawiać więc powiedziała, że napisze mi wszystko.
- I co napisała?
- Ojciec nie pozwala jej wychodzić z domu. Nie chodzi do żadnej szkoły i posiada tylko mój numer, bo tata wszystkie numery jej wykasował.
- Biedna Viola.
- Tak. - westchnęła - Szkoda, że nie potrafimy jej pomóc.
Cami jedynie kiwnęła głową.


* Studio21 *

Ludmiła stała na korytarzu i wyglądała na niezadowoloną. Zresztą nie było w tym nic nowego. Widać było, że na kogoś czeka a grymas na jej twarzy mówił za wszystko. Nagle przybiegła do niej brunetka. 
- Natalia co się z tobą dzieje? Nigdy cię nie ma kiedy jesteś potrzebna.
- Przepraszam Ludmi ale też mam inne sprawy na głowie niż usługiwanie ci.
  - nie obchodzą mnie twoje sprawy. Ja tu jestem najważniejsza.
- Oczywiście. Przecież ty nigdy się nie zmienisz.
- Jak to nie? Zmieniłam się. Nie zauważyłaś, że odkąd Violetty nie ma jestem o wiele szczęśliwsza.
- Tak. - odparła - I zauważyłam też, że jesteś jedyna, która się z tego cieszy.
- Teraz przynajmniej mogę jeszcze bardziej błyszczeć.-rozmarzyła się.
- Taa jasne. - odeszła.
- Ej Natii! Gdzie ty idziesz? Natalia!

Następny dzień.
Nauczycielka śpiewu weszła do pokoju nauczycielskiego, w którym siedział tylko dyrektor Studia. Cieszyło ją to, bo przynajmniej mogła porozmawiać z nim sam na sam.

- Pablo? Mogę z tobą porozmawiać?
- Nie masz czasem zaraz lekcji?
- Mam. Ale to zajmie tylko chwilę.
- Dobrze. Siadaj.
- Podjęłam pewną decyzję. - przerwała na moment - Długo nad tym myślałam. Jednak teraz jestem już całkiem pewna.
- Możesz wreszcie przejść do sedna sprawy?
- Mam zamiar wyjechać. - wyglądała na nieco zdenerwowaną.
- Okej. Ale nie możesz poczekać do wakacji? 
- Ja nie o tym mówię Pablo. Źle zrozumiałeś.
- Co ty w takim razie próbujesz mi przekazać?

-------------------------------------------------------------------------------------------------
Jak sądzicie? Co Angie chce powiedzieć Pablo?